Tylko na dobre wyjdzie ograniczanie dziecku ilości cukru w diecie. Ze słodkim smakiem maluch oswaja się znacznie szybciej niż z innymi. Bowiem od pierwszych jego chwil na świecie rozkoszuje się w słodkich mleku mamy. Gdy zaczynamy rozszerzać dietę, dosładzamy niektóre potrawy w obawie, że malec nie zje posiłku, który będzie niesłodki. A to początek drogi do wpajania złych nawyków, które negatywnym echem odbijają się na stanie zdrowia smyka.

Organizm człowieka jest tak skonstruowany, że po zapoznaniu się ze słodkim smakiem domaga się, aby go systematycznie uzupełniać. A wiadomo, że nadmiar słodyczy w jadłospisie malucha prowadzi do nadwagi, próchnicy czy cukrzycy. To także częsta przyczyna bólów brzuszka i niszczenia dobrej flory bakteryjnej. Jednak to nie oznacza, że słodki smak należy całkiem wyeliminować z diety naszej pociechy. Najważniejsze jest to, aby go mądrze dawkować i dawać tylko te cukry, które nie powodują zbyt wielu spustoszeń.

Do picia woda

Gdy zaczynamy zastanawiać się, jakie ilości słodyczy spożywa nasz smyk, bierzemy pod uwagę jedynie to, co zjada, nie uwzględniając tego, co pije. A przecież ogromne ilości cukrów znajdują się w napojach.

Sok do diety maluszka można wprowadzać w 5. miesiącu, jeśli malec jest karmiony mlekiem modyfikowanym albo w 7. jeśli jest karmiony mlekiem matki. Nigdy nie podawaj dziecku soków, które nie są przeznaczone dla niemowląt. Nawet, jeśli na etykiecie widzisz napis, że nie zawiera cukru. Możesz również zrobić soczek sama, np. z jabłuszka, czy marchewki, ale nigdy nie dodajemy do niego cukru. Jeśli jest zrobiony z kwaskowatych owoców – wtedy dodaj wody, aby go nieco rozcieńczyć. Nawet własnoręcznie robione soki zawierają cukry naturalnie występujące w owocach, które sprzyjają próchnicy. Stąd warto jak najwcześniej uczyć malucha, że najlepszym napojem do picia jest woda.

Ciasta domowej roboty

Jeśli chcesz nagrodzić smyka i dać mu coś słodkiego, wtedy o wiele rozsądniej będzie przygotować jakiś domowy wypiek. W słodyczach domowej roboty możesz skontrolować ilość cukru, a także jego jakość. Nie musisz dawać takiej ilości, jaka podana jest w przepisie. O wiele lepszym rozwiązaniem będzie podawanie nierafinowanego cukru trzcinowego, który jest o wiele mniej słodki i zawiera dużo cennych składników. Można również cukier zastąpić miodem. Uważa się, że najzdrowsze z ciast są wypieki drożdżowe, bo w ich składzie jest niewiele cukru. Bez problemu upieczesz również ciastka owsiane czy też maślane.

Jeśli jednak Twój malec wręcz domaga się słodkości sklepowych, wtedy zamiast czekolady mlecznej wybieraj gorzką, która zawiera minimum 60 procent kakao. Dobrymi słodyczami są batoniki zbożowe czy tez chałwa.

Owoc na przekąskę

Dzieciaki zazwyczaj lubią owoce, które są słodkie i soczyste. Świetnie zastąpią gotowe słodycze. Dla niemowlaka przygotuj sok albo przeciery z owoców – oczywiście bez dodatku cukru. Dla maluszka, który posiada już ząbki można przygotować kawałeczek jabłuszka albo gruszki. Najlepsze są owoce sezonowe, krajowe, a zimą – mrożone. Zmiksowane owoce można dodać do naturalnego jogurtu i wtedy tworzy się zdrowy jogurt owocowy.

Etykieta pod lupą

Dokładnie czytaj etykiety kupowanych produktów. Cukier jest nie tylko w czekoladzie, ciastkach czy cukierkach. Jest obecny również w pieczywie, parówkach czy keczupie. A im wyżej w liście składników, tym jest go w produkcie więcej. Ale szukaj go także pod innymi nazwami. Wielu producentów często podaje, że w ich artykule nie ma cukru. Tymczasem występuje pod pojęciem sacharozy, fruktozy, glukozy, dekstrozy, maltozy, syropu kukurydzianego, syropu glukozowo-fruktozowego.

O tym, że jarzyny jeść trzeba, to jasna sprawa. Tak bogatego zestawu witamin, składników mineralnych, przeciwutleniaczy i błonnika nie znajdziemy w żadnym innym produkcie. Ba, nawet w tabletkach.

W młodym, dynamicznie rozwijający się organizm potrzebuje tego jak najwięcej. Jednak rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Wiele mam przyznaje, że wiedzą, że ich maluchy powinny zajadać owoce i warzywa do każdego posiłku, jednak tylko 1/3 z nich twierdzi, że ich maluchy jedzą je zaledwie raz w ciągu dnia. I to tylko dlatego, że zaraz potem czeka na nie słodka nagroda.

Aby było zdrowo

Najlepszą propozycją dla Twojego dziecka jest mięso lub ryba, ziemniaki, ryż albo makaron, a reszta to jarzyny.

Jeśli Twój maluch jest niechętny do jedzenia warzyw, zastosuj pewne triki. Dziecko wcale nie musi wiedzieć, że zjadło właśnie kawałek nielubianego warzywa. Najlepszym sposobem jest zmiksowanie go w zupie. Jeśli obawiasz się, że i tak rozpozna smak brokuła czy kalafiora, to wtedy dodaj kawałek serka topionego dla zmiany intensywności. Na drugie danie spróbuj przygotować kotleciki mięsno-warzywne.

Na deser zamiast kawałka czekolady – koktajl na bazie mleka, jogurtów naturalnych, soku jabłkowego czy mleka sojowego. Zmiksuj je z owocami, możesz dodatkowo wrzucić kawałek warzywa, np. ogórek albo liście selera, ale tylko trochę, aby nie przyćmiło to smaku owoców.

Zamiast słodyczy…marchewka! Z pewnością na początku Twój smyk nie będzie z tego powodu zachwycony, ale bez dostępu do słodkości w końcu skusi się na obrane o pokrojone w słupki kawałki marchewki, które może chrupać w ciągu dnia.

Nie spodziewaj się spektakularnych efektów od razu. Malucha można szybko zniechęcić. Jeśli skusiło się na kawałek brokuła, nie dokładaj mu jeszcze. Spróbuj zaproponować mu warzywo za kilka dni. Do zaakceptowania smaku potrzebnych jest kilka tygodni.

Jak tu kolorowo

Im bardziej danie jest ozdobione kolorami, tym więcej posiada składników odżywczych. To właśnie jest zasada zdrowego odżywiania. A i dzieciaki o wiele chętniej jedzą to, co jest kolorowe i ładnie się prezentuje. A jeśli chodzi o warzywa, to w tym przypadku otwiera się przed rodzicami szerokie pole do popisu.

Spróbuj przygotować tęczowy talerz. Do kanapki z twarożkiem dodaj rzodkiewkę czy pomidorka. Na obiad zamiast zwykłej białej surówki z kapusty o wiele lepiej będzie prezentować się marchewka z groszkiem albo buraczki.

Przygotuj kolorowe kanapki. Na plasterku ogórka narysuj oczka i buźkę z gęstego jogurtu. Z kukurydzy zrób słoneczko na talerzu albo gwiazdkę.

Samodzielne gotowanie

Pewnie sama nie raz przekonałaś się, że własnoręcznie przygotowany posiłek o wiele lepiej smakuje. Podobnie jest w przypadku kilkulatków. Dlatego, jeśli zależy Ci, aby smyk zjadł obiad w całości, pozwól mu go sobie przyrządzić.

Zabierz dziecko na zakupy. Kupujcie te produkty, które będą Wam potrzebne do zrobienia obiadu, ale nie dawaj maluchowi zbyt dużej swobody, bo zapomni o warzywach. Niech dziecko samodzielnie pokazuje, jakie warzywa mu się podobają i niech właśnie te lądują w waszym koszyku.

Przygotujcie razem obiad. Lepiej od razu nastaw się na to, że mieszkanie będzie wyglądało jak po trzęsieniu ziemi. Ale satysfakcja dziecka będzie w tym momencie nieoceniona.

Poproś smyka, aby nakrył do stołu. Niech ułoży sztućce, rozstawi talerze. Niech zrobi to tak, jak potrafi.

Ku Twojemu zdziwieniu, malec nie raczkuje, tylko od razu próbuje wstawać. Czy takie zachowanie powinno wzbudzać niepokój?

Najpierw należy sobie uświadomić, że nie wszystkie dzieci raczkują. I jest to normalne, choć optymalnie jest, gdy maluchy nie omijają żadnego etapu w swoim rozwoju.

Zalety raczkowania dziecka

Proces raczkowania wymusza na niemowlęciu skoordynowanie pracy obu półkul mózgowych wraz z naprzemiennym poruszaniem kończyn i wyćwiczenie narządu wzroku. Dodatkowo, wpływa na symetryczny rozwój mięśni, a także ułatwia naukę chodzenia. Dzieci, które raczkują wykazują się o wiele lepszą sprawnością fizyczną niż ich nieraczkujący rówieśnicy. Jednak jest to tymczasowe. Później te różnice zacierają się.

Są dzieci, które najpierw zaczynają chodzić, a dopiero potem raczkować. Jak dotąd nie są znane do końca przyczyny takich zachowań. Mówi się o tym, że może to być wina rodziców, którzy za rzadko układali smyka na brzuszku. A właśnie ta pozycja jest najzdrowsza i zarazem najlepsza na prawidłowego rozwoju brzdąca. Dzięki częstemu układaniu na brzuszku właściwie rozwijają się stawy biodrowe, malec trenuje mięśnie rąk, kręgosłupa, jak również o wiele szybciej rozwija się od innych niemowląt, które większość czasu spędzają w pozycji leżącej na wznak.

Dlatego, jeśli zależy Ci, aby dobrze wspierać rozwój maleństwa, układaj je jak najczęściej na brzuszku. A kiedy tylko zauważysz, że zaczyna podnosić główkę i utrzymywać ją, zacznij układać nieco dalej zabawki. W ten sposób zachęcisz je do czołgania, a potem raczkowania.

A co, gdy dziecko nie raczkuje?

Nawet, gdy Twój smyk nie raczkuje, Ty nie musisz popadać w histerię. Co prawda są uczeni, którzy wiążą brak raczkowania z dysleksją, ale raczkowaniem nie można wyleczyć dysleksji. Aczkolwiek z badań wynika, że najwięcej dzieci z dysleksją jest właśnie tych, którzy w okresie niemowlęcym nie raczkowały. Warto jednak pamiętać, że dysleksja jest uwarunkowana genetycznie. Dlatego jeśli Twój brzdąc nie raczkuje, a dodatkowo w rodzinie znalazły się przypadki dyslektyków, Twoim zadaniem jest uważniejsze przyglądanie się rozwojowi dziecka.

O wiele łatwiej mówi się o zaletach raczkowania. Jak dotąd nie wiemy, czy pominięcie tego etapu w rozwoju może w jakimś negatywnym stopniu odbić się na maluchu. Jedyne, co doskonale wiemy i o czym powtarzają lekarze, to niekorzystny wpływ ciągłego noszenia smyka i układania go tylko na pleckach.

Jeśli mimo wszystko Twoje niemowlę nie raczkuje – nie popadaj w panikę.

Macierzyństwo to okres, w którym zarówno siła, jak i energia są szczególnie mile widziane. Okazuje się przy tym, że nie mówimy wcale o wyzwaniu, któremu nie jesteśmy w stanie sprostać. Kluczem do sukcesu wydaje się przede wszystkim odpowiednia, zróżnicowana dieta, nie bez znaczenia jest jednak również aktywność fizyczna. Gdy analizujemy zalecenia żywieniowe dla młodych mam nie możemy nie dostrzec tego, że oczekuje się, że ich dieta będzie zróżnicowana. Tylko w takiej sytuacji można myśleć o zapewnieniu odpowiedniej ilości wszystkich składników odżywczych niezbędnych do tego, by organizm matki był w pełni zdrowy.

Nie można zatem pomijać białek, węglowodanów, tłuszczów, składników mineralnych i witamin, błonnika, a także wody. Już choćby dlatego tak duże znaczenie ma regularne spożywanie wszystkich produktów, które pojawiają się w piramidzie żywieniowej. Eksperci zajmujący się żywieniem radzą więc między innymi, aby spożywać produkty zbożowe jako te, które stanowią podstawowe źródło energii w ciągu dnia, spożywać mleko i produkty mleczne oraz pamiętać o umiarze wówczas, gdy w grę wchodzą produkty mięsne.

Przyjmuje się, że młoda mama powinna pić nawet trzy szklanki mleka dziennie, choć nic się nie stanie, jeśli porcja mleka zostanie zastąpiona jogurtem, kefirem albo serem. Zawsze warto też wybierać te produkty, które charakteryzuje obniżona zawartość tłuszczu. Panie, które lubią jeść mięso, a mają świadomość tego, że w tym szczególnym okresie nie jest ono rozwiązaniem wskazanym, powinny zastanowić się nad tym, czy nie zastąpić go przynajmniej dwa razy w tygodniu rybą. Warto też pamiętać o tym, aby codziennie spożywać od dwóch do trzech porcji owoców i od trzech do czterech porcji warzyw. Zalecane jest także ograniczenie spożycia tłuszczów, w tym zwłaszcza tłuszczów zwierzęcych, a także tych produktów, dla których charakterystyczne jest to, że zawierają spore ilości cholesterolu i izomerów trans nienasyconych kwasów tłuszczowych. Już choćby dlatego znacznie lepszym rozwiązaniem są tłuszcze pochodzenia roślinnego praz nienasycone kwasy tłuszczowe.

Niewskazane jest też spożywanie dużej ilości cukru oraz słodyczy, a także soli. W tym ostatnim przypadku nie powinno być jej więcej niż łyżeczka w ciągu dnia przy założeniu, że sól znajduje się w wielu potrawach. Warto też pić codziennie przynajmniej dwa litry płynów przy założeniu, że większość z nich ma stanowić woda, nie jest to również okres, w którym należy sięgać po alkohol. Młoda mama powinna też pamiętać o tym, że po okresie karmienia piersią nic nie stoi na przeszkodzie temu, aby pozwolić sobie na bardziej swobodną aktywność fizyczną. Nie zaszkodzi jednak, jeśli proces dochodzenia do pełni formy rozłoży się na etapy.

Jak wybrać właściwy fotelik samochodowy, to dylemat, z którym powinniśmy zmierzyć się jeszcze przed narodzinami dziecka, jeżeli mamy zamiar wozić je w samochodzie.

Pierwsza kategoria fotelików to 0+, czyli dla najmniejszych, najczęściej do 12 miesiąca życia, chociaż podstawowym kryterium jest tu waga określana od 0 do 13 kg. Takie foteliki w kształcie kołyski, w której dziecko przebywa w pozycji leżącej,instaluje się na przednim fotelu tyłem do kierunku jazdy. Chyba, że posiadamy poduszkę powietrzną przynależną do tego siedzenia, wtedy fotelik powinniśmy zamontować z tyłu, ale też odwrotnie do kierunku jazdy. I jest to warunek niezbędny do spełnienia, by fotelik rzeczywiście zagwarantował dziecku bezpieczeństwo. Taki fotelik samochodowy powinien posiadać 3- lub 5-punktowe pasy. Warto zwrócić także uwagę na to, że wypinane gondole reklamowane przez producentów wózków, nie zapewnią dziecku takiej ochrony, jak dobrze dobrany fotelik.

Drugą kategorią fotelików jest kategoria I zaprojektowana dla dzieci o wadze od 9 do 18 kg (w wieku najczęściej od 9 m-ca do 4 roku życia). Jeżeli zmieniamy fotelik samochodowy na tę kategorię, nasze dziecko musi już umieć stabilnie siedzieć, gdyż nie będzie już podróżowało w pozycji leżącej. Foteliki te montuje się już przodem do kierunku jazdy. Dobrze zwrócić uwagę na to, czy taki fotelik ma system ochrony bocznej, czy jest możliwość regulacji zagłówka, szerokości siedziska (przydatna zimą, gdy dziecko jest cieplej ubrane) oraz pochylenia oparcia, co przydaje się w dłuższych podróżach, gdy dziecko zaśnie (można odchylić fotelik na pozycję półleżącą).

Kolejna kategoria to II-III przeznaczona dla dzieci o wadze 15-36 kg. Taki fotelik samochodowy posłuży dziecku chyba najdłużej, dlatego trzeba szczególnie dobrze wybrać odpowiedni model. Powinniśmy zwrócić uwagę na wszelkiego rodzaju opcje regulacji, jak choćby możliwość podniesienia zagłówka (pamiętajmy, że dziecko wciąż rośnie, czy możliwość zmiany szerokości w okolicach ramion. Także w tej kategorii fotelik powinien mieć system ochrony bocznej, który w przypadku kolizji ochroni dodatkowo głowę i biodra dziecka.

W sprzedaży są również pośrednie kategorie fotelików samochodowych. Dla dzieci młodszych od 0 do 18 kg, dla tych większych od 9 do 36 kg. Niestety, jak dowodzą badania i testy, nawet najlepszy fotelik samochodowy do 18 kg nie zapewni naszemu dziecku takiego bezpieczeństwa, jak ten z przedziału 0-13 kg. Ciut lepiej sprawa wygląda w przypadku fotelików 9-36, wadą może być jest to, że takiego fotelika nie da się zamontować aż tak stabilnie, jak tego w kategorii 15-36. Jednak pojawia się coraz więcej modeli, które są coraz bezpieczniejsze i lepsze.

Jeżdżenie na rowerze to nie tylko frajda dla dziecka – to także sposób na zadbanie o jego kondycję. By jednak obie te korzyści bez problemu się spełniały, nowy pojazd malucha musi być także bezpieczny. Czym zatem kierować się przy zakupie rowerka oraz jakie plusy płyną z korzystania z tej wspaniałej rozrywki? Zapraszamy do lektury.
KORZYŚCI DLA MAŁYCH I DUŻYCH ORGANIZMÓW
Wycieczki rowerowe to świetny pomysł, który całej rodzinie przynosi dużo pożytku. Umacnianie więzi, wspaniała zabawa, okazja do rozmów i dzielenie się przeżyciami, a dla każdego z osobna – cała masa plusów zdrowotnych. Oto, dlaczego warto przerzucić siebie i pociechę na dwa (lub cztery) kółka:
  • Jednostajny wysiłek płynący z pedałowania sprawia, że zwiększa się pojemność płuc, a w efekcie serce jest bardziej dotlenione i pracuje wydajniej.
  • Dzięki jeżdżeniu na rowerze poprawia się wytrzymałość oraz siła mięśni.
  • Odpowiednio dobrany model roweru umożliwia prawidłową, korzystną pracę bioder i grzbietu – to przyjemna gimnastyka.
  • Rowerowe ćwiczenia to świetny sposób na spalenie kalorii. Problem nadwagi zwiększa swoją skalę zarówno u dorosłych, jak i dzieci, warto więc wskoczyć na dwa kółka po obfitym obiedzie.
WYBIERAMY ODPOWIEDNI SPRZĘT
Rower dla dorosłego to często kwestia gustu i upodobań. W przypadku najmłodszych, warto jednak zaznajomić się z kilkoma wytycznymi dotyczącymi odpowiedniego modelu oraz przeznaczyć na ten cel trochę większą kwotę pieniędzy. Choć w sprzedaży istnieje mnóstwo stosunkowo tanich rowerów dla dzieci, to materiały użyte do ich złożenia nie odpowiadają jakością droższym jednośladom. A co za tym idzie – nie są też odpowiednio bezpieczne.
Przedstawiamy zatem kryteria, którymi powinniśmy kierować się przy wyborze rowerka.
WIELKOŚĆ
To jedna z najbardziej oczywistych, lecz wbrew pozorom nie najłatwiejszych kwestii przy zakupie. W dobrym sklepie rowerowym sprzedawca wyjaśni nam dokładnie, jaki rozmiar kół oraz ramy powinien mieć pojazd naszego smyka. Warto też dobrany model sprawdzić w praktyce. Ręce dziecka powinny bez problemu dotykać i poruszać kierownicą. Siedzący na siodełku maluch musi swobodnie dotykać nogami podłoża – jednocześnie jednak rower musi być na tyle duży, by podczas jazdy nogi nie zawadzały o kierownicę.
Uwaga – dzieci rosną błyskawicznie, jednak kupowanie trochę za dużego roweru (w domyśle – „z zapasem”) lub ofiarowanie dziecku jednośladu po starszym rodzeństwie nie jest dobrym pomysłem. Nasza pociecha, zamiast cieszyć się z jazdy, zniechęci się z powodu dużej niewygody takiej „rozrywki”.
HAMULCE
Wielu rodziców może zdziwić fakt, że rower dla dziecka nie ma… hamulca. Dotyczy on zwłaszcza rowerków dla najmłodszych użytkowników. Ma to jednak swoje uzasadnienie – małe dzieci nie potrafią skoordynować wielu czynności na raz, wobec czego najbezpieczniejsze, najwygodniejsze i najłatwiejsze jest dla nich hamowanie nóżkami. W przypadku starszych pociech, na początek warto postawić na hamulec uruchamiany przez pedałowanie do tyłu – chyba, że dziecko ma już tyle siły w rączkach, by używać hamulca przedniego.
OGRANICZNIK SKRĘTU
To świetny element ułatwiający pierwsze „obrotowe” kroki. Dzięki niemu kierownicą nie można skręcić mocno (i najczęściej gwałtownie), a dziecku znacznie łatwiej się manewruje.
Z PEDAŁAMI CZY… BEZ?
Rower bez pedałów to znany już model biegowy, przeznaczony dla najmłodszych. Jego fenomen polega na prostym, intuicyjnym działaniu – odpychanie się nóżkami i łatwe chwytanie równowagi to świetne rozwiązanie dla dwulatków (a czasem już dla młodszych dzieci). Ponadto, fizjoterapeuci zachwycają się świetnym wpływem tego typu zabawki na rozwój fizyczny i pracę mięśni dziecka.
BEZPIECZEŃSTWO JAZDY
W przypływie radości z powodu niespodzianki nie zapomnijmy dopiąć jej na ostatni guzik – a dokładniej na zapięcie… kasku. Choć w Polsce noszenie go podczas jazdy rowerem nie jest obowiązkowe, absolutnie z niego nie rezygnujmy! Jazda na rowerze, a zwłaszcza jej początki, bogate są w doświadczenia upadków – kask na głowie dziecka uchroni przed ich niebezpiecznymi konsekwencjami. Ponadto, warto zainwestować w ochraniacze na kolana i łokcie – widok nawet małej ranki oraz ból skutecznie zniechęcają malucha do dalszej jazdy. Kiedy natomiast wybieramy się z kilkulatkiem w dłuższą podróż i możemy wrócić po zmroku – ubierzmy go w odblaskową kamizelkę.
Wskazówka: Większość dzieci buntuje się przy zakładaniu na głowę kasku. Dlatego warto podkreślić konieczność jego używania już od pierwszej jazdy – niech maluch kojarzy noszenie go jako coś zupełnie naturalnego.
Szerokiej drogi!
Wydaje się nie mieć wad – wspomaga rozwój, jest kolorowy, pełny miłych dla ucha melodyjek, solidny w konstrukcji, a dodatkowo oferujący umęczonym rodzicom chwile cennego spokoju. Chodzik to pozornie idealny prezent dla dziecka, które właśnie nauczyło się siadać. Pozornie – specjaliści bowiem ostrzegają, że chodzik to jeden z najgorszych pomysłów na uatrakcyjnienie spędzenia czasu malucha i „wspomaganie” jego rozwoju. Skąd tak krytyczne opinie?
CHODZIK NIE DO CHODZENIA
Pediatrzy i fizjoterapeuci podkreślają, że wbrew swojej nazwie, chodzik nie służy do chodzenia. Konstrukcja tego popularnego urządzenia jest dosyć prosta – w środku dość sporego, plastikowego stelażu na kółkach znajduje się materiałowe siedzisko. Dziecko włożone do chodzika może bardzo łatwo i z dość dużą prędkością przemieszczać się tam, gdzie zapragnie. Jednak z całą pewnością przemieszczanie to nie jest… chodzeniem. Maluch w chodziku jest podtrzymywany przez siedzisko, a w celu przemieszczenia się odpycha się lekko stopami i już – kółka chodzika pracują, dziecko odpoczywa. No i co z tego? – spytają niektórzy. Co jest w tym aż tak złego? Otóż niestety, ma to bardzo duży negatywny wpływ na rozwój fizyczny i psychiczny.
CIEMNE STRONY KOLOROWEGO CHODZIKA
Sprezentowanie maluchowi chodzika w większości przypadków pozbawia go naturalnego etapu rozwoju, jakim jest raczkowanie. Działa tu prosty mechanizm – dla dziecka, które odkryło, że może „chodzić”, raczkowanie staje się kompletnie nieatrakcyjne. To wielka szkoda, ponieważ niemowlę podczas tej czynności w naturalny sposób uczy się panowania nad swoim ciałem, koordynacji wzrokowo-ruchowej, doskonali się praca jego mięśni i stawów. Także upadki podczas pierwszych prób chodzenia nie są tak bolesne i częste – maluch bowiem bardziej niż jego „chodzikowy” rówieśnik zna swoje ciało.
Fizjoterapeuci pracujący z dziećmi z wadami postawy podkreślają, jakie problemy powstają podczas korzystania z chodzika. Kiedy brzdąc odpycha się paluszkami – źle stawia stopy, w nienaturalny, niewłaściwy sposób pracują też mięśnie. Pierwsze próby chodzenia najczęściej będą wiązały się z niewiedzą, jak przenosić ciężar ciała z jednej nóżki na drugą, a gdy maluch zostanie włożony do chodzika zbyt wcześnie – pojawia się skrzywienie kręgosłupa. Dodatkowo, w nieprawidłowy sposób obciążone są biodra maluszka. Dziecko, które często jest wkładane do chodzika, może mieć w związku z tym liczne problemy zdrowotne.
Także pod względem psychomotorycznym chodzik ma do zaoferowania tylko niekorzystne oddziaływanie na rozwój niemowlęcia. Dziecko korzystające z tego sprzętu nie ćwiczy zmysłu równowagi – nie ma przecież takiej potrzeby. Podczas nauki właściwego chodzenia nie potrafi też właściwie ocenić odległości, gdyż wcześniej przebywało w nietypowej konstrukcji. Skutki mogą być poważne – maluch uczący się chodzić nie ma umiejętności wypracowanych przez raczkowanie, więc przewraca się i uderza znacznie częściej. W efekcie zaczyna odczuwać strach i stawia pierwsze kroki później, niż jego rówieśnicy.
ZŁUDNE BEZPIECZEŃSTWO
Niemowlę w chodziku wydaje się być zabezpieczone przed wieloma zagrożeniami. Plastikowa, szeroka obręcz skutecznie blokuje małym rączkom dostęp do np. gniazdek elektrycznych. Jednak to tylko pozorne bezpieczeństwo. Dzieci w chodzikach są bardzo narażone na wszelkiego typu upadki. Trzeba podkreślić, że malec korzystający z tego udogodnienia szybko nabiera nie tylko tempa przemieszczenia się, ale też odwagi. Wystarczy jednak wystający próg czy otwarta bramka zabezpieczająca domowe schody, by doszło do nieszczęśliwego wypadku.
Czy istnieją zatem zabawki, które w prawidłowy sposób stymulują rozwój psychomotoryczny dziecka, a przy okazji są dla niego atrakcyjne? Oczywiście! Świetnym pomysłem na prezent dla ruchliwego smyka rwącego się do chodzenia jest zakup pchacza. Ta stabilna konstrukcja nie tylko nie zaburza rozwoju naszej pociechy, ale też znacznie ułatwia jej stawianie prawdziwych, pierwszych kroków.

Czekasz, aż za kilka miesięcy przyjdzie na świat Twoje ukochane dziecko. Zdecydowałaś się karmić je piersią. Wykorzystaj ten czas na przygotowanie swoich piersi na nadejście zgłodniałego niemowlęcia.

Piersi są niezwykle wrażliwym miejscem w ciele kobiety. Zdarza się, że odczuwane w nich zmiany stanowią pierwszy sygnał o obecności maluszka. Gruczoły mleczne zaczynają się uaktywniać, przez co w trakcie ciąży piersi zdecydowanie powiększają się, nawet o kilka numerów. Jednak po skończeniu  karmienia stracą  jędrność i pierwotny kształt. Jak temu zapobiec?

Lekarze twierdzą, że o pojawieniu się rozstępów po okresie naturalnego karmienia decydują przede wszystkim geny kobiety. Skóra pokrywająca gruczoł rozciąga się, często bez możliwości ponownego obkurczenia. Zanim jeszcze zaczniesz karmić wzmocnij jej elastyczność. Zimny prysznic na piersi połączony z lekkim masażem polepsza ukrwienie skóry i  dodatnio wpływa na jej jędrność. Po kąpieli najlepiej uzupełnisz działanie wody przez masaż rękami. Polega on na powtarzaniu kolistych ruchów dookoła piersi, zaczynając od dołu. Ćwicz także mięśnie klatki piersiowej.

Nie noś za dużych lub za małych biustonoszy. Pierś musi układać się prawidłowo! Bardzo wygodne są specjalnie staniki zaprojektowane z myślą o możliwości karmienia niemowlęcia.

Może się zdarzyć, że jeszcze przed porodem z twoich piersi zacznie wypływać pokarm. Nie denerwuj się, to proces przygotowania organizmu na przyjęcie dziecka. Wkładaj sobie w tym czasie do biustonosza wkładki absorbujące przeznaczone dla karmiących matek. Wcześniej czy później i tak zaczniesz ich używać J

Kiedy zaczniesz karmić, szczególnie przy pierwszym dziecku, twoje piersi zostaną wystawione na prawdziwa próbę. Niemowlę ssąc, boleśnie podrażnia brodawki. Pojawiają się pęknięcia naskórka i małe krwawienia. W skrajnych przypadkach, gdy dziecko ma problem z właściwym uchwyceniem brodawki, może ją nawet naderwać. Należy wtedy niezwłocznie skontaktować się z lekarzem lub z pogotowiem laktacyjnym.

Staraj się o to, żeby maluszek nie ssał piersi płytko! To właśnie powoduje najwięcej bólu i uszkodzeń brodawek. Dodatkowo, ból może zostać spowodowany zastojem pokarmu w piersiach. Spróbuj jednak to wszystko przetrwać. Piersi przystosują się do karmienia i przestaniesz odczuwać ból. W pierwszym i jednocześnie najtrudniejszym okresie karmienia, stosuj specjalne maści ochraniające brodawki: są bezpieczne dla maleństwa (większości nie trzeba nawet zmywać przed karmieniem), a Tobie przyniosą trochę ulgi.

CO DZIEJE SIĘ Z MOIM CIAŁEM?

O kobietach w ciąży często mówi się, że są tak piękne, że wręcz promienieją. To prawda, radość z wyjątkowego stanu i duma z rosnącego brzucha zdają się rozpierać przyszłą mamę i tworzą wokół niej aurę szczęśliwości. Ciąża ma jednak także swoją mniej piękną stronę – zauważyć ją można najczęściej pod koniec okresu ciąży i zwłaszcza na skórze.

Dotąd jędrna i gładka, staje się napięta do granic możliwości, swędzi i piecze. Często pojawiają się też mniejsze lub większe czerwone bruzdy – to rozstępy, czyli blizny powstające na skutek gwałtownego rozciągnięcia skóry. Ryzyko pojawienia się tych szpecących kresek jest w okresie ciąży dodatkowo większe przez wyższe stężenie kortyzolu, które hamuje syntezę kolagenu. Wskutek tych wszystkich czynników skóra staje się słabsza i bardziej narażona na występowanie rozstępów. Powstają one w różnych miejscach, najczęściej jednak w obrębie brzucha, piersi, ud i pośladków. I choć z czasem zmieniają swoją barwę na jasną, nadal są widoczne i swoim nieładnym wyglądem powodują kompleksy u młodej mamy.

LEPIEJ ZAPOBIEGAĆ, NIŻ LECZYĆ

Czas ciąży jest dla kobiecej skóry prawdziwym sprawdzianem i sporym wyzwaniem – w stosunkowo krótkim czasie ulega ona wielkim zmianom. I choć nie możemy mieć stuprocentowej gwarancji, że nawet przy dużym wysiłku z naszej strony rozstępy się nie pojawią, warto o to walczyć (bądź o mniejszą ich ilość). Systematyczność w zabiegach pielęgnacyjnych wykonanych odpowiednio dobranymi kosmetykami zostanie odpowiednio nagrodzona po okresie ciąży. Dlatego warto dbać o skórę, nawet, jeśli czasem wieczorem… zwyczajnie się nie chce.

DWIE KRESKI NA TEŚCIE – WYCIĄGAMY KREM!

Wśród przyszłych mam panuje często przekonanie, że dopóki nie widać ciążowego brzuszka, skórze nie jest potrzebna wyjątkowa pielęgnacja. Jednak należy pamiętać o tym, że podstawowe znaczenie w zapobieganiu ciążowym rozstępom ma systematyczność. Nawet najdroższy krem zapobiegający rozstępom nakładany raz w tygodniu nie zdziała wiele. W przypadku wczesnej ciąży systematyczne wklepywanie preparatu ma też tę niezwykle ważną zaletę, że przygotowuje naszą skórę na to, co będzie się z nią działo przez najbliższe kilka miesięcy. Dlatego choć nie ma jeszcze konieczności zakładania ciążowych spodni, warto przynajmniej raz dziennie smarować skórę i używać masującej rękawicy.

Co łączy Leonarda da Vinci, Ludwika van Beethovena, Marilyn Monroe, Alberta Einsteina i Napoleona Bonaparte? Wszyscy oni byli leworęczni! Leworęczność nie jest wadą – jeśli więc twoje dziecko chętniej posługuje się lewą rączką, niż prawa, nie próbuj przestawiać go na siłę. Naukowcy dowodzą, że ludzi leworęcznych cechuje wysoka inteligencja, a historia pokazuje, że często są to wybitnie zdolne osoby!

Dawniej uważano leworęczność za oznakę ułomności, osoby leworęczne były zaś prześladowane i wyśmiewane. Dlatego rodzice, gdy tylko zauważali, że ich pociecha częściej używa lewej raczki, natychmiast przekładali jej wszelkie przedmioty do prawej reki. Dziś wiadomo, że leworęczności nie powinno się oduczać, bo nie jest ona cecha nabytą – dzieci już rodzą się leworęczne. Najlepsze, co mogę zrobić rodzice, to ułatwić swoim smykom życie w świecie praworęcznych ludzi.

Skąd się bierze?

Leworęczność jest cechą wrodzoną. Bardzo często dziedziczy się ją po przodkach. Słynny leworęczny ród to na przykład angielska rodzina królewska. Królowa Matka, książę Karol, oraz książę William są leworęczni! Jeśli w twojej rodzinie zdarzały się przypadki leworęczności, być może twój maluszek też będzie pisał tą rączką. Co ciekawe, leworęczność dziecka można zaobserwować jeszcze przed jego przyjściem na świat. Badania USG wykazały, że około 10 % maluszkowi ssie lewy kciuk już w brzuchu mamy. Naukowcy twierdzą, że przyczyną leworęczności jest często nadmierna produkcja testosteronu w mózgu płodu. Testosteron hamuje rozwój tych ośrodków w mózgu, które odpowiadają za koordynację prawej rączki i dlatego maluszek częściej posługuje się rączka lewą.

Leworęczność może też być wynikiem mikro-uszkodzeń mózgu w okresie płodowym lub podczas porodu. Gdy dochodzi do mikro-uszkodzenia lewej półkuli, prawa półkula (która kontroluje lewą rękę) przejmuje jej obowiązki. Dlatego to właśnie lewa ręka staje się wówczas dominującą i to nią maluszek będzie się częściej posługiwać.


Pierwsze oznaki leworęczności

Do 6 miesiąca życia ruchy maluszka są symetryczne – równocześnie wyciąga obydwie ręce w kierunku zabawki. Jednak bardzo szybko maluszek zaczyna częściej posługiwać się którąś z rączek, a w wieku 7 – 8 miesięcy różnicuje już ich czynności. Około dwa miesiące później, czyli gdy smyk skończy dziewiąty miesiąc, rodzice mogą zauważyć wyraźną już preferencje do używania jednej rączki. Skłonność ta wraz z wiekiem wyraźnie się pogłębia.
Leworęczny szkrab będzie właśnie lewą rączką chwytał zabawkę, robił pa-pa, wskazywał interesujące go zjawiska i przedmioty. Możesz więc podejrzewać leworęczność u swojego skarbka na długo przed posłaniem go do przedszkola.

Co robić?

Co powinni zrobić rodzice, gdy odkryją, że ich maluszek jest leworęczny? Pogodzić się z tym i pomóc dziecku odkrywać świat przy pomocy jego lewej rączki. Absolutnie nie wolno przestawiać dziecka na praworęczność! Takie próby przyniosą dużo więcej szkód, niż zysku. Dzieci, które we wczesnym dzieciństwie przejawiały skłonność do leworęczności, ale rodzice wyuczyli je używania prawej reki – borykają się z wieloma problemami. Nauka leworęcznego dziecka jedzenia czy pisania prawą rączką wprowadzi w mózgu malca niepotrzebny bałagan, którego skutkiem mogą być problemy z mową, snem, nocnym moczeniem, a także orientacją przestrzenną. Przestawianie malucha na prawą rękę może nawet doprowadzić do go stanów nerwicowych! Pamiętaj, że leworęczność to nie wada, czy ułomność. To po prostu cecha dziecka, z którą we współczesnych czasach coraz łatwiej się żyje.

W okresie niemowlęcym obserwuj uważnie maleństwo, bez ingerencji w  wybór ręki, którą sięga po zabawki. Gdy jako dwulatek zacznie rysować, pokaż mu, jak ty trzymasz kredkę w prawej ręce, ale jeśli smyk po chwili rysowania przełoży kredkę znów do lewej ręki, pozwól mu po prostu swobodnie się bawić. Zazwyczaj u trzylatków można już stwierdzić z dużą pewnością leworęczność.

Jeśli twój skarbek częściej posługuje się lewa rączką, zadbaj o rozwój jej sprawności. Kup specjalne nożyczki i inne przybory dla dzieci leworęcznych. Gdy maluch zaczyna uczyć się pisać, lepiej, by początkowo posługiwał się ołówkiem. Dopiero później nabądź dla niego specjalny długopis lub pióro. Na rynku dostępnych jest mnóstwo produktów stworzonych specjalnie z myślą o osobach leworęcznych. Można nawet kupić linijkę, w której skala z podziałką rośnie od lewej do prawej strony, by smyk nie zakrywał jej rączką podczas rysowania. W sklepach znajdziesz także specjalne książeczki do nauki pisania dla dzieci leworęcznych. Warto je kupić, by maluch mógł ćwiczyć w domu płynność ruchów i staranność pisma. Niestety system pisania od strony lewej do prawej jest dużo łatwiejszy dla osób praworęcznych. Dlatego im bardziej pomożesz smykowi, gdy będzie pisał swoje pierwsze literki, tym mniej stresów szkolnych przeżyje twój szkrab.

Przedszkolne kłopoty

Leworęczny maluszek może mieć problemy z właściwym ułożeniem ręki podczas pisania lub rysowania. Zwróć uwagę na to, w jaki sposób trzyma kredkę – czy nie przekrzywia za bardzo rączki? Porozmawiaj też o leworęczności dziecka z jego wychowawczynią w przedszkolu. Najlepsza dla smyka sytuacja to taka, gdy zarówno w domu, jak i w grupie rówieśniczej w przedszkolu może swobodnie posługiwać się lewa ręką. Zdarza się jednak, że dziecko, które źle się czuje w przedszkolu i trudno mu zaaklimatyzować się w grupie, stara się dopasować do innych dzieci i posługuje się wtedy prawą rączką. Natomiast po powrocie do domu znów używa rączki lewej. Takie zmiany są dla dziecka niekorzystne. Jeśli będą się utrzymywać przez dłuższy czas, skontaktuj się z dziecięcym psychologiem.