Jeżdżenie na rowerze to nie tylko frajda dla dziecka – to także sposób na zadbanie o jego kondycję. By jednak obie te korzyści bez problemu się spełniały, nowy pojazd malucha musi być także bezpieczny. Czym zatem kierować się przy zakupie rowerka oraz jakie plusy płyną z korzystania z tej wspaniałej rozrywki? Zapraszamy do lektury.
KORZYŚCI DLA MAŁYCH I DUŻYCH ORGANIZMÓW
Wycieczki rowerowe to świetny pomysł, który całej rodzinie przynosi dużo pożytku. Umacnianie więzi, wspaniała zabawa, okazja do rozmów i dzielenie się przeżyciami, a dla każdego z osobna – cała masa plusów zdrowotnych. Oto, dlaczego warto przerzucić siebie i pociechę na dwa (lub cztery) kółka:
  • Jednostajny wysiłek płynący z pedałowania sprawia, że zwiększa się pojemność płuc, a w efekcie serce jest bardziej dotlenione i pracuje wydajniej.
  • Dzięki jeżdżeniu na rowerze poprawia się wytrzymałość oraz siła mięśni.
  • Odpowiednio dobrany model roweru umożliwia prawidłową, korzystną pracę bioder i grzbietu – to przyjemna gimnastyka.
  • Rowerowe ćwiczenia to świetny sposób na spalenie kalorii. Problem nadwagi zwiększa swoją skalę zarówno u dorosłych, jak i dzieci, warto więc wskoczyć na dwa kółka po obfitym obiedzie.
WYBIERAMY ODPOWIEDNI SPRZĘT
Rower dla dorosłego to często kwestia gustu i upodobań. W przypadku najmłodszych, warto jednak zaznajomić się z kilkoma wytycznymi dotyczącymi odpowiedniego modelu oraz przeznaczyć na ten cel trochę większą kwotę pieniędzy. Choć w sprzedaży istnieje mnóstwo stosunkowo tanich rowerów dla dzieci, to materiały użyte do ich złożenia nie odpowiadają jakością droższym jednośladom. A co za tym idzie – nie są też odpowiednio bezpieczne.
Przedstawiamy zatem kryteria, którymi powinniśmy kierować się przy wyborze rowerka.
WIELKOŚĆ
To jedna z najbardziej oczywistych, lecz wbrew pozorom nie najłatwiejszych kwestii przy zakupie. W dobrym sklepie rowerowym sprzedawca wyjaśni nam dokładnie, jaki rozmiar kół oraz ramy powinien mieć pojazd naszego smyka. Warto też dobrany model sprawdzić w praktyce. Ręce dziecka powinny bez problemu dotykać i poruszać kierownicą. Siedzący na siodełku maluch musi swobodnie dotykać nogami podłoża – jednocześnie jednak rower musi być na tyle duży, by podczas jazdy nogi nie zawadzały o kierownicę.
Uwaga – dzieci rosną błyskawicznie, jednak kupowanie trochę za dużego roweru (w domyśle – „z zapasem”) lub ofiarowanie dziecku jednośladu po starszym rodzeństwie nie jest dobrym pomysłem. Nasza pociecha, zamiast cieszyć się z jazdy, zniechęci się z powodu dużej niewygody takiej „rozrywki”.
HAMULCE
Wielu rodziców może zdziwić fakt, że rower dla dziecka nie ma… hamulca. Dotyczy on zwłaszcza rowerków dla najmłodszych użytkowników. Ma to jednak swoje uzasadnienie – małe dzieci nie potrafią skoordynować wielu czynności na raz, wobec czego najbezpieczniejsze, najwygodniejsze i najłatwiejsze jest dla nich hamowanie nóżkami. W przypadku starszych pociech, na początek warto postawić na hamulec uruchamiany przez pedałowanie do tyłu – chyba, że dziecko ma już tyle siły w rączkach, by używać hamulca przedniego.
OGRANICZNIK SKRĘTU
To świetny element ułatwiający pierwsze „obrotowe” kroki. Dzięki niemu kierownicą nie można skręcić mocno (i najczęściej gwałtownie), a dziecku znacznie łatwiej się manewruje.
Z PEDAŁAMI CZY… BEZ?
Rower bez pedałów to znany już model biegowy, przeznaczony dla najmłodszych. Jego fenomen polega na prostym, intuicyjnym działaniu – odpychanie się nóżkami i łatwe chwytanie równowagi to świetne rozwiązanie dla dwulatków (a czasem już dla młodszych dzieci). Ponadto, fizjoterapeuci zachwycają się świetnym wpływem tego typu zabawki na rozwój fizyczny i pracę mięśni dziecka.
BEZPIECZEŃSTWO JAZDY
W przypływie radości z powodu niespodzianki nie zapomnijmy dopiąć jej na ostatni guzik – a dokładniej na zapięcie… kasku. Choć w Polsce noszenie go podczas jazdy rowerem nie jest obowiązkowe, absolutnie z niego nie rezygnujmy! Jazda na rowerze, a zwłaszcza jej początki, bogate są w doświadczenia upadków – kask na głowie dziecka uchroni przed ich niebezpiecznymi konsekwencjami. Ponadto, warto zainwestować w ochraniacze na kolana i łokcie – widok nawet małej ranki oraz ból skutecznie zniechęcają malucha do dalszej jazdy. Kiedy natomiast wybieramy się z kilkulatkiem w dłuższą podróż i możemy wrócić po zmroku – ubierzmy go w odblaskową kamizelkę.
Wskazówka: Większość dzieci buntuje się przy zakładaniu na głowę kasku. Dlatego warto podkreślić konieczność jego używania już od pierwszej jazdy – niech maluch kojarzy noszenie go jako coś zupełnie naturalnego.
Szerokiej drogi!
Wydaje się nie mieć wad – wspomaga rozwój, jest kolorowy, pełny miłych dla ucha melodyjek, solidny w konstrukcji, a dodatkowo oferujący umęczonym rodzicom chwile cennego spokoju. Chodzik to pozornie idealny prezent dla dziecka, które właśnie nauczyło się siadać. Pozornie – specjaliści bowiem ostrzegają, że chodzik to jeden z najgorszych pomysłów na uatrakcyjnienie spędzenia czasu malucha i „wspomaganie” jego rozwoju. Skąd tak krytyczne opinie?
CHODZIK NIE DO CHODZENIA
Pediatrzy i fizjoterapeuci podkreślają, że wbrew swojej nazwie, chodzik nie służy do chodzenia. Konstrukcja tego popularnego urządzenia jest dosyć prosta – w środku dość sporego, plastikowego stelażu na kółkach znajduje się materiałowe siedzisko. Dziecko włożone do chodzika może bardzo łatwo i z dość dużą prędkością przemieszczać się tam, gdzie zapragnie. Jednak z całą pewnością przemieszczanie to nie jest… chodzeniem. Maluch w chodziku jest podtrzymywany przez siedzisko, a w celu przemieszczenia się odpycha się lekko stopami i już – kółka chodzika pracują, dziecko odpoczywa. No i co z tego? – spytają niektórzy. Co jest w tym aż tak złego? Otóż niestety, ma to bardzo duży negatywny wpływ na rozwój fizyczny i psychiczny.
CIEMNE STRONY KOLOROWEGO CHODZIKA
Sprezentowanie maluchowi chodzika w większości przypadków pozbawia go naturalnego etapu rozwoju, jakim jest raczkowanie. Działa tu prosty mechanizm – dla dziecka, które odkryło, że może „chodzić”, raczkowanie staje się kompletnie nieatrakcyjne. To wielka szkoda, ponieważ niemowlę podczas tej czynności w naturalny sposób uczy się panowania nad swoim ciałem, koordynacji wzrokowo-ruchowej, doskonali się praca jego mięśni i stawów. Także upadki podczas pierwszych prób chodzenia nie są tak bolesne i częste – maluch bowiem bardziej niż jego „chodzikowy” rówieśnik zna swoje ciało.
Fizjoterapeuci pracujący z dziećmi z wadami postawy podkreślają, jakie problemy powstają podczas korzystania z chodzika. Kiedy brzdąc odpycha się paluszkami – źle stawia stopy, w nienaturalny, niewłaściwy sposób pracują też mięśnie. Pierwsze próby chodzenia najczęściej będą wiązały się z niewiedzą, jak przenosić ciężar ciała z jednej nóżki na drugą, a gdy maluch zostanie włożony do chodzika zbyt wcześnie – pojawia się skrzywienie kręgosłupa. Dodatkowo, w nieprawidłowy sposób obciążone są biodra maluszka. Dziecko, które często jest wkładane do chodzika, może mieć w związku z tym liczne problemy zdrowotne.
Także pod względem psychomotorycznym chodzik ma do zaoferowania tylko niekorzystne oddziaływanie na rozwój niemowlęcia. Dziecko korzystające z tego sprzętu nie ćwiczy zmysłu równowagi – nie ma przecież takiej potrzeby. Podczas nauki właściwego chodzenia nie potrafi też właściwie ocenić odległości, gdyż wcześniej przebywało w nietypowej konstrukcji. Skutki mogą być poważne – maluch uczący się chodzić nie ma umiejętności wypracowanych przez raczkowanie, więc przewraca się i uderza znacznie częściej. W efekcie zaczyna odczuwać strach i stawia pierwsze kroki później, niż jego rówieśnicy.
ZŁUDNE BEZPIECZEŃSTWO
Niemowlę w chodziku wydaje się być zabezpieczone przed wieloma zagrożeniami. Plastikowa, szeroka obręcz skutecznie blokuje małym rączkom dostęp do np. gniazdek elektrycznych. Jednak to tylko pozorne bezpieczeństwo. Dzieci w chodzikach są bardzo narażone na wszelkiego typu upadki. Trzeba podkreślić, że malec korzystający z tego udogodnienia szybko nabiera nie tylko tempa przemieszczenia się, ale też odwagi. Wystarczy jednak wystający próg czy otwarta bramka zabezpieczająca domowe schody, by doszło do nieszczęśliwego wypadku.
Czy istnieją zatem zabawki, które w prawidłowy sposób stymulują rozwój psychomotoryczny dziecka, a przy okazji są dla niego atrakcyjne? Oczywiście! Świetnym pomysłem na prezent dla ruchliwego smyka rwącego się do chodzenia jest zakup pchacza. Ta stabilna konstrukcja nie tylko nie zaburza rozwoju naszej pociechy, ale też znacznie ułatwia jej stawianie prawdziwych, pierwszych kroków.

Czekasz, aż za kilka miesięcy przyjdzie na świat Twoje ukochane dziecko. Zdecydowałaś się karmić je piersią. Wykorzystaj ten czas na przygotowanie swoich piersi na nadejście zgłodniałego niemowlęcia.

Piersi są niezwykle wrażliwym miejscem w ciele kobiety. Zdarza się, że odczuwane w nich zmiany stanowią pierwszy sygnał o obecności maluszka. Gruczoły mleczne zaczynają się uaktywniać, przez co w trakcie ciąży piersi zdecydowanie powiększają się, nawet o kilka numerów. Jednak po skończeniu  karmienia stracą  jędrność i pierwotny kształt. Jak temu zapobiec?

Lekarze twierdzą, że o pojawieniu się rozstępów po okresie naturalnego karmienia decydują przede wszystkim geny kobiety. Skóra pokrywająca gruczoł rozciąga się, często bez możliwości ponownego obkurczenia. Zanim jeszcze zaczniesz karmić wzmocnij jej elastyczność. Zimny prysznic na piersi połączony z lekkim masażem polepsza ukrwienie skóry i  dodatnio wpływa na jej jędrność. Po kąpieli najlepiej uzupełnisz działanie wody przez masaż rękami. Polega on na powtarzaniu kolistych ruchów dookoła piersi, zaczynając od dołu. Ćwicz także mięśnie klatki piersiowej.

Nie noś za dużych lub za małych biustonoszy. Pierś musi układać się prawidłowo! Bardzo wygodne są specjalnie staniki zaprojektowane z myślą o możliwości karmienia niemowlęcia.

Może się zdarzyć, że jeszcze przed porodem z twoich piersi zacznie wypływać pokarm. Nie denerwuj się, to proces przygotowania organizmu na przyjęcie dziecka. Wkładaj sobie w tym czasie do biustonosza wkładki absorbujące przeznaczone dla karmiących matek. Wcześniej czy później i tak zaczniesz ich używać J

Kiedy zaczniesz karmić, szczególnie przy pierwszym dziecku, twoje piersi zostaną wystawione na prawdziwa próbę. Niemowlę ssąc, boleśnie podrażnia brodawki. Pojawiają się pęknięcia naskórka i małe krwawienia. W skrajnych przypadkach, gdy dziecko ma problem z właściwym uchwyceniem brodawki, może ją nawet naderwać. Należy wtedy niezwłocznie skontaktować się z lekarzem lub z pogotowiem laktacyjnym.

Staraj się o to, żeby maluszek nie ssał piersi płytko! To właśnie powoduje najwięcej bólu i uszkodzeń brodawek. Dodatkowo, ból może zostać spowodowany zastojem pokarmu w piersiach. Spróbuj jednak to wszystko przetrwać. Piersi przystosują się do karmienia i przestaniesz odczuwać ból. W pierwszym i jednocześnie najtrudniejszym okresie karmienia, stosuj specjalne maści ochraniające brodawki: są bezpieczne dla maleństwa (większości nie trzeba nawet zmywać przed karmieniem), a Tobie przyniosą trochę ulgi.

CO DZIEJE SIĘ Z MOIM CIAŁEM?

O kobietach w ciąży często mówi się, że są tak piękne, że wręcz promienieją. To prawda, radość z wyjątkowego stanu i duma z rosnącego brzucha zdają się rozpierać przyszłą mamę i tworzą wokół niej aurę szczęśliwości. Ciąża ma jednak także swoją mniej piękną stronę – zauważyć ją można najczęściej pod koniec okresu ciąży i zwłaszcza na skórze.

Dotąd jędrna i gładka, staje się napięta do granic możliwości, swędzi i piecze. Często pojawiają się też mniejsze lub większe czerwone bruzdy – to rozstępy, czyli blizny powstające na skutek gwałtownego rozciągnięcia skóry. Ryzyko pojawienia się tych szpecących kresek jest w okresie ciąży dodatkowo większe przez wyższe stężenie kortyzolu, które hamuje syntezę kolagenu. Wskutek tych wszystkich czynników skóra staje się słabsza i bardziej narażona na występowanie rozstępów. Powstają one w różnych miejscach, najczęściej jednak w obrębie brzucha, piersi, ud i pośladków. I choć z czasem zmieniają swoją barwę na jasną, nadal są widoczne i swoim nieładnym wyglądem powodują kompleksy u młodej mamy.

LEPIEJ ZAPOBIEGAĆ, NIŻ LECZYĆ

Czas ciąży jest dla kobiecej skóry prawdziwym sprawdzianem i sporym wyzwaniem – w stosunkowo krótkim czasie ulega ona wielkim zmianom. I choć nie możemy mieć stuprocentowej gwarancji, że nawet przy dużym wysiłku z naszej strony rozstępy się nie pojawią, warto o to walczyć (bądź o mniejszą ich ilość). Systematyczność w zabiegach pielęgnacyjnych wykonanych odpowiednio dobranymi kosmetykami zostanie odpowiednio nagrodzona po okresie ciąży. Dlatego warto dbać o skórę, nawet, jeśli czasem wieczorem… zwyczajnie się nie chce.

DWIE KRESKI NA TEŚCIE – WYCIĄGAMY KREM!

Wśród przyszłych mam panuje często przekonanie, że dopóki nie widać ciążowego brzuszka, skórze nie jest potrzebna wyjątkowa pielęgnacja. Jednak należy pamiętać o tym, że podstawowe znaczenie w zapobieganiu ciążowym rozstępom ma systematyczność. Nawet najdroższy krem zapobiegający rozstępom nakładany raz w tygodniu nie zdziała wiele. W przypadku wczesnej ciąży systematyczne wklepywanie preparatu ma też tę niezwykle ważną zaletę, że przygotowuje naszą skórę na to, co będzie się z nią działo przez najbliższe kilka miesięcy. Dlatego choć nie ma jeszcze konieczności zakładania ciążowych spodni, warto przynajmniej raz dziennie smarować skórę i używać masującej rękawicy.

Co łączy Leonarda da Vinci, Ludwika van Beethovena, Marilyn Monroe, Alberta Einsteina i Napoleona Bonaparte? Wszyscy oni byli leworęczni! Leworęczność nie jest wadą – jeśli więc twoje dziecko chętniej posługuje się lewą rączką, niż prawa, nie próbuj przestawiać go na siłę. Naukowcy dowodzą, że ludzi leworęcznych cechuje wysoka inteligencja, a historia pokazuje, że często są to wybitnie zdolne osoby!

Dawniej uważano leworęczność za oznakę ułomności, osoby leworęczne były zaś prześladowane i wyśmiewane. Dlatego rodzice, gdy tylko zauważali, że ich pociecha częściej używa lewej raczki, natychmiast przekładali jej wszelkie przedmioty do prawej reki. Dziś wiadomo, że leworęczności nie powinno się oduczać, bo nie jest ona cecha nabytą – dzieci już rodzą się leworęczne. Najlepsze, co mogę zrobić rodzice, to ułatwić swoim smykom życie w świecie praworęcznych ludzi.

Skąd się bierze?

Leworęczność jest cechą wrodzoną. Bardzo często dziedziczy się ją po przodkach. Słynny leworęczny ród to na przykład angielska rodzina królewska. Królowa Matka, książę Karol, oraz książę William są leworęczni! Jeśli w twojej rodzinie zdarzały się przypadki leworęczności, być może twój maluszek też będzie pisał tą rączką. Co ciekawe, leworęczność dziecka można zaobserwować jeszcze przed jego przyjściem na świat. Badania USG wykazały, że około 10 % maluszkowi ssie lewy kciuk już w brzuchu mamy. Naukowcy twierdzą, że przyczyną leworęczności jest często nadmierna produkcja testosteronu w mózgu płodu. Testosteron hamuje rozwój tych ośrodków w mózgu, które odpowiadają za koordynację prawej rączki i dlatego maluszek częściej posługuje się rączka lewą.

Leworęczność może też być wynikiem mikro-uszkodzeń mózgu w okresie płodowym lub podczas porodu. Gdy dochodzi do mikro-uszkodzenia lewej półkuli, prawa półkula (która kontroluje lewą rękę) przejmuje jej obowiązki. Dlatego to właśnie lewa ręka staje się wówczas dominującą i to nią maluszek będzie się częściej posługiwać.


Pierwsze oznaki leworęczności

Do 6 miesiąca życia ruchy maluszka są symetryczne – równocześnie wyciąga obydwie ręce w kierunku zabawki. Jednak bardzo szybko maluszek zaczyna częściej posługiwać się którąś z rączek, a w wieku 7 – 8 miesięcy różnicuje już ich czynności. Około dwa miesiące później, czyli gdy smyk skończy dziewiąty miesiąc, rodzice mogą zauważyć wyraźną już preferencje do używania jednej rączki. Skłonność ta wraz z wiekiem wyraźnie się pogłębia.
Leworęczny szkrab będzie właśnie lewą rączką chwytał zabawkę, robił pa-pa, wskazywał interesujące go zjawiska i przedmioty. Możesz więc podejrzewać leworęczność u swojego skarbka na długo przed posłaniem go do przedszkola.

Co robić?

Co powinni zrobić rodzice, gdy odkryją, że ich maluszek jest leworęczny? Pogodzić się z tym i pomóc dziecku odkrywać świat przy pomocy jego lewej rączki. Absolutnie nie wolno przestawiać dziecka na praworęczność! Takie próby przyniosą dużo więcej szkód, niż zysku. Dzieci, które we wczesnym dzieciństwie przejawiały skłonność do leworęczności, ale rodzice wyuczyli je używania prawej reki – borykają się z wieloma problemami. Nauka leworęcznego dziecka jedzenia czy pisania prawą rączką wprowadzi w mózgu malca niepotrzebny bałagan, którego skutkiem mogą być problemy z mową, snem, nocnym moczeniem, a także orientacją przestrzenną. Przestawianie malucha na prawą rękę może nawet doprowadzić do go stanów nerwicowych! Pamiętaj, że leworęczność to nie wada, czy ułomność. To po prostu cecha dziecka, z którą we współczesnych czasach coraz łatwiej się żyje.

W okresie niemowlęcym obserwuj uważnie maleństwo, bez ingerencji w  wybór ręki, którą sięga po zabawki. Gdy jako dwulatek zacznie rysować, pokaż mu, jak ty trzymasz kredkę w prawej ręce, ale jeśli smyk po chwili rysowania przełoży kredkę znów do lewej ręki, pozwól mu po prostu swobodnie się bawić. Zazwyczaj u trzylatków można już stwierdzić z dużą pewnością leworęczność.

Jeśli twój skarbek częściej posługuje się lewa rączką, zadbaj o rozwój jej sprawności. Kup specjalne nożyczki i inne przybory dla dzieci leworęcznych. Gdy maluch zaczyna uczyć się pisać, lepiej, by początkowo posługiwał się ołówkiem. Dopiero później nabądź dla niego specjalny długopis lub pióro. Na rynku dostępnych jest mnóstwo produktów stworzonych specjalnie z myślą o osobach leworęcznych. Można nawet kupić linijkę, w której skala z podziałką rośnie od lewej do prawej strony, by smyk nie zakrywał jej rączką podczas rysowania. W sklepach znajdziesz także specjalne książeczki do nauki pisania dla dzieci leworęcznych. Warto je kupić, by maluch mógł ćwiczyć w domu płynność ruchów i staranność pisma. Niestety system pisania od strony lewej do prawej jest dużo łatwiejszy dla osób praworęcznych. Dlatego im bardziej pomożesz smykowi, gdy będzie pisał swoje pierwsze literki, tym mniej stresów szkolnych przeżyje twój szkrab.

Przedszkolne kłopoty

Leworęczny maluszek może mieć problemy z właściwym ułożeniem ręki podczas pisania lub rysowania. Zwróć uwagę na to, w jaki sposób trzyma kredkę – czy nie przekrzywia za bardzo rączki? Porozmawiaj też o leworęczności dziecka z jego wychowawczynią w przedszkolu. Najlepsza dla smyka sytuacja to taka, gdy zarówno w domu, jak i w grupie rówieśniczej w przedszkolu może swobodnie posługiwać się lewa ręką. Zdarza się jednak, że dziecko, które źle się czuje w przedszkolu i trudno mu zaaklimatyzować się w grupie, stara się dopasować do innych dzieci i posługuje się wtedy prawą rączką. Natomiast po powrocie do domu znów używa rączki lewej. Takie zmiany są dla dziecka niekorzystne. Jeśli będą się utrzymywać przez dłuższy czas, skontaktuj się z dziecięcym psychologiem.

Narodziny dziecka to czas wzruszeń i silnych emocji. Ale też wraz z przyjściem na świat maleńkiego człowieczka rodzą się w rodzicach wątpliwości, czy będą ono potrafili prawidłowo się nim zająć, czy ich kruszynka jest zdrowa, co robią z nią lekarze i pielęgniarki bezpośrednio po porodzie. Pytań rodziców jest tak wiele! Odpowiadamy na niektóre z nich.

Okres noworodkowy to czas od narodzin do około 4 tygodnia, kiedy to organizm maluszka przystosowuje się do nowych warunków życia. Dotychczas nie musiał on zajmować się wchłanianiem pokarmu, jego wydalaniem, oddychaniem. Także bodźce słuchowe i wzrokowe, które dochodzą po porodzie do dziecka są dla niego nowością – w brzuszku mamy było dużo ciszej i ciemniej, niż na świecie! Organizm maleństwa musi się nauczyć samodzielnie funkcjonować. Zdrowym, donoszonym dzieciom potrzeba na to dostosowanie się do nowej rzeczywistości około 2-3 tygodni. Wcześniaki mogą przechodzić przez okres adaptacyjny nawet 3 miesiące!

Po porodzie

Gdy mama odpoczywa po porodzie, jej maleństwo jest już poddawane pierwszym badaniom, które mają m.in. określić jego stan zdrowia i sprawdzić, w jakim stopniu dziecko jest przygotowane do samodzielnego życia. Gdy zostanie ono oczyszczone z wód płodowych, przechodzi pierwszy w swoim życiu sprawdzian: badanie w skali APGAR.

Lekarz lub położna ocenią takie elementy jak:

–    częstość oddychania,
–    częstość uderzeń serca,
–    kolor skóry,
–    napięcie mięśniowe,
–    reakcja na bodźce.

Maluszek może dostać w tym badaniu maksymalnie 10 punktów. Jeśli jego sprawności życiowe zostaną ocenione na mniej niż 7 punktów, zostanie wykonane dodatkowe badanie gazometryczne krwi pępowinowej, które wykaże przyczyny osłabienia dziecka, np. niedotlenienie przed porodem.

Po badaniu pielęgniarka opatrzy noworodkowi kikut pępowiny. Oczyści także nosek z resztek płynów płodowych. Po tych zabiegach dziecko jest kładzione na piersi mamy, aby mogło się do niej poprzytulać i spróbować pierwszego posiłku. To ważne, żeby jeszcze na sali porodowej móc przytulić swoją kruszynkę. Mama i noworodek uspokajają się wtedy, ich wzajemna wieź się pogłębia, obydwoje czują się bezpieczni i szczęśliwi.
To nie koniec badań

Tego samego dnia maluszek jest mierzony i ważony. Sprawdzane są: obwód główki i klatki piersiowe oraz długość całego ciała. To, jakie wymiary osiągnie twoja kruszynka i ile będzie ważyć jest w dużym stopniu determinowane genetycznie. Popytaj wiec, jak duże dzieci rodziły się w rodzinie męża.

Po narodzinach następuje u dzieci spadek masy ciała – twój maluszek może „zrzucić” nawet do 10% urodzeniowej wagi! Nie martw się tym, to naturalne. Zanim organizm dziecka przejmie wszystkie czynności życiowe, przez parę dni będzie niego gorzej „działać”. Już od około 5 doby nastąpi przyrost masy ciała.

Rodzice często niepokoją się także zsinieniem dłoni i stóp noworodka – to także nie jest objaw żadnej choroby, tylko niedojrzałości układu krążenia. Nawet u maluszków, które dostały 10 punktów w skali APGAR, występują w pierwszych dniach po porodzie sine rączki i stópki.
Na oddziale noworodkowym są także przeprowadzane badania przesiewowe, które mają wykluczyć niedoczynność tarczycy i ciężkie choroby metaboliczne. Zostanie też sprawdzony słuch maleństwa (jeśli zostaną wówczas stwierdzone jakieś nieprawidłowości, badanie zostanie powtórzone w 3 miesiącu życia.), oraz sprawność jego stawów biodrowych (czy są prawidłowo ukształtowane, a jeśli nie – w jakich pozycjach należy układać dziecko i jak zakładać pieluszkę, aby zniwelować nieprawidłowości.). Wyniki tych badań zostaną wpisane w książeczkę zdrowia maluszka.

Także w szpitalu, jeszcze w pierwszej dobie po urodzeniu, dziecko zostanie zaszczepione przeciwko gruźlicy, wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, a jeśli mama jest nosicielką żółtaczki zakaźnej, malec dostanie surowicę chroniąca go przed zakażeniem.
Pierwsze dni życia obfitują w wiele wrażeń – dlatego taż ważne jest, aby zapewnić maleństwu poczucie bezpieczeństwa. Lekarze i pielęgniarki zbadają, czy maluszek ma dobre warunki fizyczne do wystartowaniu w życie, ale to dzięki trosce i miłości rodziców noworodek nabierze sił i będzie zdrowo się rozwijać!

Moje starsze dziecko chce skrzywdzić noworodka!

Kiedy po wielu miesiącach oczekiwania i trudach porodu w końcu w waszym domu pojawia się nowy członek rodziny, wydaje się, że najgorsze za wami – teraz pozostaje tylko cieszyć się rodzinnym szczęściem. Tymczasem okazuje się, że nie wszyscy od samego początku pokochali noworodka – a właściwie wydaje się, że jest ktoś, kto go szczerze… nie lubi. Jak radzić sobie z zazdrością starszaka i reagować na bardzo niepokojące zachowania agresywne?
SKĄD TA ZAZDROŚĆ?
Rodzicom, którzy „prezentują” starszemu dziecko rodzeństwo, często niezwykle trudno jest zrozumieć, dlaczego maluch zachowuje się tak, a nie inaczej. Wyobrażana sobie wcześniej wizja idyllicznej zabawy dwójki brzdąców wydaje się nie do zrealizowania nawet w odległym czasie, a do tego dochodzi poważna obawa o bezpieczeństwo najmłodszego członka rodziny. Jak to możliwe, że w kilkuletnim smyku powstały tak negatywne uczucia wobec zupełnie bezbronnego brata czy siostrzyczki?
Jeśli ten problem dotyczy właśnie waszej rodziny, w pierwszej kolejności musicie zastanowić się, jak przebiegał proces przygotowania starszaka do przyjścia na świat rodzeństwa. Może zbyt mało było rozmów i tłumaczenia, że pewne sprawy niestety będą musiały się zmienić? A może nastawialiście przedszkolaka na wspólną zabawę, pomijając fakt, że z początku niemowlę nie będzie w ogóle „przydatne” w tym względzie? Jeśli właśnie tak jest, koniecznie trzeba to naprawić. Zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością może być dla dziecka zbyt trudne. Dlatego rodzice muszą nie tylko przekonać smyka, że nadal go kochają, ale też nauczyć troski i opieki nad niemowlęciem.
Zupełnie inaczej może wyglądać sytuacja, jeśli zrobiliście wszystko, co w waszej mocy, by odpowiednio przygotować dziecko na tak duże zmiany. Tym bardziej może was zaskoczyć fakt, że maluch nie tylko nie jest nad wyraz szczęśliwy, ale wykazuje szereg niepokojących zachowań. Jakich dokładnie?
  • Dziecinnienie
Twój samodzielny w niemalże każdej sferze smyk nagle chce pić z twojej piersi, podbiera smoczek maluszkowi albo domaga się założenia pieluszki? To zupełnie naturalny etap, wynikający z wnikliwych obserwacji waszej rodziny. „Skoro mama poświęca tak dużo czasu braciszkowi, to i mi zacznie, jeśli tylko zacznę zachowywać się podobnie” – do takiego wniosku, mniej lub bardziej świadomie, dochodzi twoje dziecko. Zapewne wywołuje to u rodziców niepokój, taka zazdrość dziecka czasem też może irytować. Ale spokojnie – kiedy tylko maluch odkryje, że nadal macie dla niego czas, znudzi mu się taka forma „zabawy”.
  • Zmiana… w diabełka
Do tej pory grzeczny jak anioł, teraz sprzeciwia się wszystkiemu, o co tylko zostaje poproszony, urządza awantury i histerie – to często obraz kilkulatka w domu, w którym pojawiło się rodzeństwo. To także metoda na zwrócenie na siebie uwagi i bunt z powodu dużych zmian. W takiej sytuacji wszyscy musicie wykazać się wyrozumiałością i… ignorancją. Podobnie, jak w przypadku zdziecinnienia, odkrycie przez starszaka, że określone zachowania i tak nie zmienią sytuacji, spowoduje, że zachowania negatywne ulegną wyciszeniu.
Karz, ale nie bij
Stosując dla ułatwienia wyżej opisany przykład – dziecko, które i tak nie posprząta, może albo mieć odebrane na kolejny dzień zabawki, których nie ułożyło (co jest naturalną konsekwencją nieprawidłowego zachowania), albo może usłyszeć, że jest niedobre i dostać kilka klapsów. Drugi sposób postępowania nie tylko niczego nie uczy, ale buduje w dziecku niepotrzebny strach – nie wspominając już o odczuciach związanych z biciem.
Uzasadniaj swoje decyzje
Innymi słowy, traktuj dziecko jak osobę, której należy się szacunek. Odpowiedź: „nie, bo ja tak powiedziałam” nie zostałaby skierowana w stronę dorosłego – ale dzieci słyszą ją bardzo często. Takie traktowanie małego człowieka ma swoje podłoże w oczywistym odczuciu przewagi, jednak jest źródłem niepotrzebnych emocji. Jeśli dziecko chce pogłaskać psa, logiczną odpowiedzią powinno być: „Nie możesz tego zrobić, ponieważ pies może cię ugryźć, nie znamy go”. Niestety, zamiast tego czasem pada: „Milion razy ci mówiłam, że nie wolno, masz mnie słuchać i koniec”. Motywacja jest ta sama, skutek w postaci niepotrzebnego stresu występuje jednak tylko w jednym przypadku.
Nie lekceważ uczuć dziecka
Niepotrzebny stres wiąże się nie tylko z tym, co niepotrzebnie „dajemy” dziecku, ale także z tym, czego mu brakuje. Maluch, który się przewróci, oczekuje wsparcia i zrozumienia („Wiem, że cię boli, kiedyś też tak się przewróciłam i płakałam. Ale wiesz, szybko przestało  boleć!”). Zamiast tego, dziecko może jednak usłyszeć: „Oj przestań, taki duży chłopiec i beczy, wstydź się”. To jest zupełnie niepotrzebne sprawianie, że maluch czuje się jeszcze gorzej – mówiąc inaczej, zaczyna się stresować.
A MOŻE TAK WYCHOWANIE… ZDROWOROZSĄDKOWE?
Gdyby określenie „bezstresowe” zastąpić „zdroworozsądkowym”, wychowanie bez niepotrzebnych stresów byłoby z pewnością nieco łatwiejsze. Rozsądek podpowiada bowiem wielu rodzicom, że dziecko nie może zachowywać się tak, a nie inaczej – i nie można pozwalać np. na bicie mamy w myśl „unikania złych emocji”. Z drugiej strony, logiczne powinno być również, że uderzanie dziecka po pupie w reakcji na niepoprawne zachowanie jest stresogenne z pewnością… za bardzo.

Jak większość rodziców obawiasz się pewnie wysłania swojej pociechy z dala od domu. Jest to normalne uczucie każdego rodzica, ale czy pamiętasz swój pierwszy wyjazd? Na kolonię, na biwak, na studia do innego miasta? Kiedyś, bardzo króciutko, wspomnieliśmy o ‘helicopter- parentingu’. Nie lataj nad swoim dzieckiem jak helikopter ratunkowy ROPR- Rodzicielskie Obowiązkowe Pogotowie Ratunkowe, tylko daj swojemu dziecku skrzydła, by mogło ruszyć poznawać świat samo!

Puszczamy młodego w świat. Niech zobaczy, niech się dowie, szkoła życia z dala od rodziców może mieć tylko pozytywny wpływ na jego wychowanie. Wiemy, że ten pogląd staje się coraz mniej popularny, ale to nie są amerykańskie filmy o nastolatkach w collage’u – pierwszy raz jest zawsze najtrudniejszy, więc po co go odkładać?

Strach ma wielkie oczy

Dla dziecka na koloniach albo obozie, najważniejsze jest to, jak czuje się w gronie swoich rówieśników. Jeśli ogarnia je niesamowita, niewysłowiona, wysysająca życie tęsknota, to autentyczny znak, że jeszcze nie dojrzało do samodzielnego wyjazdu – ale Ty to wiesz. Nie zmusisz swojego dziecka, by wbrew wszystkiemu zaczęło dojrzewać. Największy dylemat mają rodzice dzieci w wieku od 7 do 9 lat, bo ciężko stwierdzić czy to już ten czas. Jeślidziecko nie chce, to po prostu nie chce. A Ty jesteś rodzicem, który mu na to nie pozwoli, tak?

Takie rady…

„Ten wyjazd ma być dla niego frajdą, nie udręką”. „Przygotuj dziecko na nowe doświadczenia”. „Recepta na kryzysową sytuację”. „Za pierwszym razem nie wysyłaj dziecka zbyt daleko od domu”- to jest XXI wiek. Na dzieci powinno się chuchać i dmuchać a w założeniu mieć, że z pewnością stanie się coś złego, coś, co można zobaczyć tylko w amerykańskich slasherach. Gdyż sztab ludzi, którzy spędzili lata w szkole, by uzyskać tytuł opiekuna wycieczek i mają w CV wpisane wykształcenie „wyższe: pedagogika”, nie są właściwymi ludźmi na właściwych stanowiskach.

Wyprawka

Czytamy: „Daj dziecku dwa duże ręczniki i dwa małe” – brzmi to jak imperatyw! Jak coś, co jest niepodważalnym faktem a odstępstwo od tego faktu, będzie nieść za sobą konsekwencje w postaci nagłego ochłodzenia stosunków towarzyskich naszego malucha z rówieśnikami. Nie podważamy przydatności ręczników, lubimy ręczniki, ale sugerowanie się tak szczegółowymi poradami, będzie jak składanie krzesła z IKEI a nie wysyłanie dziecka na kolonie.

Apel

Boisz się wysłać swoje dziecko na kolonię, czy na obóz… Tylko Ty się boisz czy ono? Może sobie tak to usprawiedliwiasz? Nieważne. Ważnym jest fakt, że ten tekst jest skierowany do rodziców. Może Twoje dziecko nie rozpostrze skrzydeł, bo tak skrupulatnie latasz wokół niego w błyszczącej kamizelce ROPRu?

Nie tylko dziecko, które nie chce przychodzić do przedszkola może być problemem rodziców. Jak się okazuje, jest spora grupa maluchów, które za żadne skarby nie chcą wyjść z przedszkola i najchętniej pozostałyby tam do momentu, kiedy pani sprzątaczka pozmywa wszystkie podłogi i światła w placówce zgasną. Co zrobić z małym uparciuchem i jak zachęcić go do powrotu do domu?
Dzieci, które rozpoczynają swoją przygodę z przedszkolem, bardzo się zmieniają i zaczynają mieć coraz inne potrzeby. Kontakt z rówieśnikami sprawia im zwykle wiele radości i często jest odskocznią od nudy, jaką mają w domu, szczególnie, jeśli są jedynakami i nie miały wcześniej kontaktu z innymi dziećmi. Poza tym w przedszkolu są nowe zabawki, czas spędza się według ustalonych reguł i dzieci zwykle czują się tam bezpiecznie. Nowe środowisko jest zawsze atrakcyjne i dlatego czasami trudno je opuścić.

Jeśli problem z wyjściem z przedszkola jest notoryczny – warto pozwolić dziecku kilka razu na zostanie w przedszkolu aż do zamknięcia. Gwarantuję, że znudzi mu się pozostawanie samemu, może nie od razu – ale po pewnym czasie z pewnością!

Można się również zastanowić nad wyborem zajęć dodatkowych, które odbywają się poza przedszkolem. Czasami inne placówki oferują ciekawsze rozrywki niż nasza, poza tym, dziecko poznaje nowe środowisko, innych kolegów, co sprawia, że bardziej się socjalizuje.

Kolejną radą jest ustalenie pewnego schematu wyjścia. Jeśli będziemy zabierać dziecko o tej samej porze, np. po podwieczorku, nigdy w trakcie, i będziemy iść z nim na krótki spacer, przedszkolak z większą ochotą wyjdzie z placówki, bo będzie miał chwilę, którą może spędzić tylko z mamą lub tatą, w spokoju opowiedzieć mu co się dziś działo i nacieszyć się nim.

Sposobem nieco mniej wychowawczym jest ustalenie z dzieckiem, że dostanie małą nagrodę, jeśli bez panikowania wyjdzie z przedszkola. Musi być to coś naprawdę niewielkiego, jakiś cukierek, żelek albo naklejka – coś dziecko naprawdę lubi.

To, że dziecko nie chce wychodzić z przedszkola z mamą lub tatą wcale nie znaczy, że są oni złymi rodzicami. Jeśli inne dzieci odbierane są przez dziadków i nianie – nasze dziecko też może tego chcieć. Gdy jest taka możliwość – warto poprosić babcię, żeby np. raz w tygodniu odbierała wnuczkę czy wnuczka z przedszkola. Z pewnością sprawi to wiele radości obu stronom.

Możemy też zastanowić się czy w domu nie powtarzamy ciągle nudnych, popołudniowych schematów, czyli: obiad, kreskówka, kąpiel i spanie. Jeśli tak jest – postarajmy się to w miarę możliwości zmienić. Wyjdźmy czasami na obiad o restauracji, a zamiast bajki – poczytajmy dziecku książkę czy ułóżmy z nim puzzle.

I ostatnia żelazna zasada – niestety często najtrudniejsza do spełnienia. Nie spieszmy się wychodząc z przedszkola. Pozwólmy dziecku na pokazanie swoich prac, opowiedzenie tego, co się działo, na samodzielne ubranie się w szatni. Jeśli dziecko kocha swoje przedszkole – chce się z nami tą miłością podzielić i chce nas też zaprosić do tego środowiska. Pozwólmy mu na to i nie uciekajmy od razu do domu. Wytłumaczmy też dziecku, że jutro też jest dzień i z samego rana wróci do swojej wychowawczyni i kolegów z nową siłą i energią.